Obserwatorzy

piątek, 2 sierpnia 2013

Witam.

Pisze to z trudem, ale podjęłam już decyzję. Usuwam opowiadanie.
Miałam wiele nadziei związanym z nim i byłam z niego naprawdę dumna. Chciałam się z Wami nim podzielić i tak zrobiłam jednak komentarze; zaglądnij do mnie sprawiły, że chyba tak naprawdę piszę je dla siebie. Wystarczyłoby samo: fajny rozdział, a tu nic. Następnym powodem jest brak czasu i zero pomysłów. Przykro mi, że akurat muszę to zrobić wtedy kiedy tak naprawdę cała historia ma się rozwinąć, ale jeśli nie było nic przed to czy będzie po?
Bloga usunę za tydzień. Może jeszcze sobie to przemyślę.

Zapraszam na mojego oficjalnego bloga: http://agapeofficial.blogspot.com/

Oczywiście moje przygody z pisaniem nie kończą się wraz z usunięciem tego bloga. Mam pełno zapisanych zeszytów w historie. Na pewno jeśli jakiś powstanie dam znać o nim na moim blogu ( wyżej link ).


Dziękuję i pozdrawiam.


wtorek, 18 czerwca 2013

Mateusz raz mi opowiadał jak to jest przed pierwszą randką. Stoisz przed drzwiami ukochanej, cały zestresowany, spocony, w twojej głowie panuje chaos, a kiedy otwierają się drzwi i widzisz rodziców dziewczyny w ustach ci zasycha i coś w gardle ciśnie. Ja co prawda nie idę na randkę i nie czekam na ukochaną, ale czuję się podobnie. Siedzę na ławce w parku i patrzę na swoje różowe trzewiki. Zaraz przyjdzie Verona. Boję się tego. Przy niej jestem małym tchórzem. Ona zawsze stała twardo i nic jej nie zbijało z tropu. Jak to będzie wyglądać? Czy znowu odzyskam przyjaciółkę? Przez ostatni tydzień kręciłam się z Mateuszem. Zbliżyliśmy się do siebie. Nie, nie w tym sensie. Bardzo dobrze się rozumiemy i jesteśmy dla siebie takim podparciem w tym szarym okresie  jaki nastał.
Zerknęłam nerwowo na zegarek w komórce, a potem rozejrzałam się dookoła wypatrując dziewczyny o egzotycznej urodzie. Usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się i zobaczyłam ją.
- Ej!- Verona skrzywiła się.- Lubię cię brać z zaskoczenia,a ty wszystko zawsze psujesz!
- Ho ho! Nie wiem czy ci tak wolno...- zachichotałam.
- Eh. Ty to zawsze masz skojarzenia.- dziewczyna westchnęła i usiadła obok mnie. Zaczyna się dosyć miło. Jest w dobrym humorze.- No...- zarzuciła nogę na nogę i spojrzała na mnie.- Po co ci ja?
- Co proszę?- spojrzałam na nią pytająco.
- No...Czemu mnie wezwałaś?
Westchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Znowu to samo uczucie. Kompletnie nie wiedziałam jak to zacząć.
- Ostatnio między nami coś się stało...- zaczęłam dosyć nieśmiało.
- O! Tak, tak. Coś na pewno. Ale co?- Vera spytała lekko poirytowana i spojrzała na mnie.
- Zrobiła się przepaść między nami!- wykrzyknęłam unosząc w górę ręce.- Czemu się na mnie obraziłaś?
Dziewczyna spojrzała na mnie lekko zaskoczona. Na pewno nie spodziewała się po mnie takiego zachowania. Zerknęła w lewo, w prawo, a potem spojrzała na swoje buty.
- Tak nagle się obraziłaś. Przecież zerwałam kontakt z Martą, a ty ciągle masz humorki!- byłam zdziwiona tym z jakim przejęciem to mówię. Że w ogóle to mówię.
- Nie o to chodzi.- po chwili ciszy zesmutniała Verona wymamrotała. Bardzo dziwiła mnie jej postawa. Byłam pewna, że będzie patrzeć mi prosto w oczy z kamienna twarzą, a tu proszę! Załamka!
- No to? Ja cały czas słucham.- uśmiechnęłam się triumfalnie i zarzuciłam nogę na nogę. Przyjaciółkę zamknęła oczy i zacisnęła usta. Spojrzała na mnie.
- Musiałam odpocząć.
- Co?- nie rozumiałam o co jej chodzi. Jak odpocząć?
- Mam powtórzyć...
- Nie! Wytłumaczyć!
- Musiałam odpocząć od tej całej zjebanej sytuacji. Jednak za każdym razem kiedy widziałam ciebie wszystko mi się przypominało i...
- Ale jakiej sytuacji? Sytuacji, że sobie sama nagrabiłam? To..TO JEST GŁUPIE!- wykrzyknęłam i wstałam. Zrobiłam obrót na piecie i złapałam się za głowę.
- Całej twojej sytuacji! Tak. Bardzo mnie irytowało to w jaki sposób podchodzisz do tego wszystkiego i najgorsze jest to, że ja się chyba za ciebie najbardziej martwiłam co z tego wyjdzie, ale ty nie, nadal robisz swoje bo jakaś blondyna jest taka, siaka i owaka!
- Nadal? Już nie. I to dawno, a t ty ciągniesz całe to bagno!
- ARR!- Verona pociągnęła się za włosy.- To nasza kurwa wina! NASZA! Obie zawiniłyśmy.
Zapadła długa cisza. Chodziłam w kółko z zakrytą twarzą, słyszałam tylko jak Vera wzdycha.
- OK.- powiedziałam po chwili.- Masz racje w tym, że obie zawiniłyśmy, ale nadal tego nie rozumiem.
- A myślisz, że ja co?- warknęła. Była zła.- Nie wytłumaczyłyśmy sobie wcześniej to teraz jest, jak to powiedziałaś- bagno.
- No wiem.- wymamrotałam i podrapałam się po podbródku.- To może zapomnijmy o wszystkim?
- Bla bla bla...Zawsze idziesz na skróty? Będzie to trudne i dobrze o tym wiesz, ale skoro obie nie dajemy sobie z tym rady.
- No i co teraz?
- E..jak to co? Żyjemy po staremu, nie?
- To na pewno.- zaśmiałam się.- Ale co z naszą przyjaźnią?
- Też się nad tym zastanawiam. Burzliwie było i trudno będzie...
Ale się udało. Przez kolejny tydzień powoli wszystko wracało do normy. Czy musiało stać się tak wiele bym wreszcie doceniła prawdziwą przyjaciółkę? Niestety, człowiek uczy się na błędach. Oczywiście nie zapomniałyśmy o tym co się stało, ale na pewno, a na pewno ja staram sobie już tym głowy nie zawracać. To nie na moją głowę.

Zawiązałam drugą kokardkę na kucyku. Był czwartek. Za oknem świeciło słonko i zapowiadał się piękny dzień. Ubrałam buty i wyszłam na zewnątrz. Spojrzałam w lewo, a potem w prawo i zobaczyłam Martę. Szła wolno, delikatnie. Nie byłam jednak  na sto procent pewna czy to ona, ale ten chód znałam bardzo dobrze. Skróciła włosy. Spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi oczami i uśmiechnęła się kącikiem  ust. Jeszcze trochę i znowu bym się zauroczyła. Jednak ta magia trwała tylko chwilę bo mama mnie zwołała. Podeszłam do auta i spojrzałam za siebie jednak już zniknęła. Jednak to nie był koniec niespodzianek. Pożegnałam się Veroną i Mańką i już miałam ruszać kiedy znowu ją zobaczyłam. Szła drugą stroną ulicy, znowu przesłała mi to spojrzenie. Nie wiedziałam czy iść czy poczekać, aż przejdzie, ale ruszyłam. Zerkałam co chwila kątem oka czy się zatrzymuje, ale cały czas szła trochę przede mną nie zwracając na mnie uwagi. Trochę mi ulżyło i zrobiłam się spokojniejsza. Niestety stało się to czego nie chciałam. Miałam już skręcać w swoją ulicę kiedy Marta zatrzymała się i obróciła na pięcie. Popatrzyła na mnie i przeszła na drugą stronę ulicy.
- Jak ja cię dawno nie widziałam!- krzyknęła uradowana. Rozłożyła ręce jakby chciała mnie uściskać, ale powstrzymała się gdy się odsunęłam. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Spuściłam głowę i patrzyłam na buty kiedy ta się zachwycała nie wiadomo czym.- Jak zwykle wyglądasz słodko!
- Um...dzięki.
- No, no!- zaklaskała w ręce, a potem westchnęła.- Jak w naszym liceum? Znaleźli już kogoś na moje miejsce? Ha Ha.
- Na szczęście jeszcze nie.- odparłam.
- Nie?- dziewczyna zdziwiła się, ale szybko spoważniała i poprawiła sobie włosy.-  No w sumie nie było już nikogo kto by mógł zastąpić tak wspaniałą dziewczynę jak ja.
- A w twojej nowej szkole?
- Tam? Pff...Dziwne dziewczynki, ale przecież wszędzie znajdą się jakieś fajne znajome.
-Ta...
- Nadal ganiasz z tą dzikuską?
-  Z kim?
- Emm...Verona? Tak, z nią?
- Oh! Jesteś bezczelna!- zacisnęłam ręce w pięść.- Zachowujesz się jak księżniczka!
- Może nią jestem?- popatrzyła na mnie unosząc brwi.
- Ile ty masz lat? Jesteś dziecinna, głupia, wredna i myślisz, że wszyscy będą ci usługiwać. Nie ja. KONIEC!- pomachałam jej i zaczęłam iść w swoją stronę.
- Ej ty! Nadal tu jestem i mogę znowu namieszać ci w życiu. Radzę ci uważać bo znów będziesz musiała godzić się z przyjaciółką, o ile będzie chciała w ogóle ciebie widzieć.
Chciałam się obrócić i jej coś odpowiedzieć, ale nie miałam już na to siły i poszłam do domu. Ale ta sprawa nie dawała mi spokoju i nie wiedziałam czy mam wziąć tę groźbę na poważnie. Po niej można wszystkiego się spodziewać. Chciałam powiedzieć wszystko Veronie, ale powstrzymałam się i czułam, że to mój kolejny błąd.
Dwa tygodnie później spotkałam się z Mateuszem. Przyszedł po mnie. Reakcja rodziców na chłopaka pod domem była niesamowicie dziwna. Bałam się, że zaraz będą pytać o ślub, ale na szczęście pożegnali mnie w drzwiach z uśmiechem.
- A im co?- spytał mnie kiedy trochę odeszliśmy od domu.
-Jak myślisz. To niecodzienne żeby po córkę przychodził jakiś chłopak.- zaśmiałam się.- Wiesz co. Marcie znowu coś odwala...
-Oh. Znowu ona.- chłopak westchnął głęboko.
- No ona, ona! Groziła mi z niewiadomych mi powodów, że zniszczy znowu moją przyjaźń z Veroną.
- Powiedziałaś jej?
- Komu?
- No, Verce.
- Problem w tym, że nie.- spuściłam głowę.- Boję się, że to kolejny mój błąd. ARR! Gdybym miała mózg.
- Na pewno coś tam masz.- chciał mnie postukać w czoło, ale szybko Odtrąciłam jego rękę. Śmialiśmy się.

Do wakacji został miesiąc. Miesiąc do wyjazdu. Miesiąc na odkręcenie wszystkiego.


Po raz któryś.

~~~~~~~~~~~~~~
TA DAM! Jest! 
Mam nadzieję, że czekaliście z niecierpliwieniem na dalsze losy bohaterów. ^^ 
Wielkie dzięki za komentarze, staram się odwzajemniać ^^ 
W zakładce Info♥ zamieszczajcie swoje własne cudeńka.

PS: już w następnym Hiszpania!



niedziela, 26 maja 2013

Z głośników wydobywał się dźwięk elektrycznych gitar i rozchodził się na cały dom. Atmosfera jaka panowała w domu była dosyć dziwaczna. Ciężka muzyka nie pasowała do domu urządzonego jak królestwo. Kolor złoty, czerwony, czarny i brązowy panowały w pomieszczeniach. Jedynie rodzeństwo miały pokoje, które w delikatny sposób opisywały ich charakter i zainteresowania.
- Dosyć klasycznie tu macie. Czuję się jakbym była w jakimś dworku.- rozejrzałam się po korytarzu. Mańka uśmiechnęła i się i odparła:
- Upodobania mojej mamy. Tata inaczej widział ten dom, ale rzadko bywa w domu, więc mama ma mocną rękę. Ale gdyby tata miął wkład w ten dom wszystko, ale to wszystko byłoby czarno-białe.
- Ou.- skrzywiłam się.- Chyba wolę ten dworkowy styl.
- O ja też.-dziewczyna zachichotała i pociągnęła mnie za sobą na piętro.- Mamy taki magiczny pokój!
- Już się boję co tam trzymacie.- zatrzymałyśmy się przy pierwszych drzwiach po lewej. Mańka otworzyła drzwi i wprowadziła mnie do pokoju...Pokoju? Gigantyczny pokój wypełniony książkami po sufit.
- O wow...- paczyłam na regały z książkami.- Tyle książek nie ma w naszej miejskiej bibliotece!
- To? Większość tych książek są typu: Jak dobrze kierować swoją firmą.- dziewczyna westchnęła.- Na szczęście są fajne rodzynki w tym wszystkim, ale to nie to co ci chciałam pokazać. Widzisz te drzwiczki?
Mańka wskazała na brązową klapę na suficie.
- Tam jest to co ci chciałam pokazać.
- Ee...Strych?- spojrzałam pytająco na koleżankę.
- Tak, tak.- Mańka pokiwała z uśmiechem głowę.- Strych stał pusty to zrobiliśmy tam z bratem królestwo bo to co tam jest już się nam nie mieściło w pokojach. Ha Ha!
Maria zza regału wyciągnęła długi drut, włożyła go do otworu w drzwiczkach i przekręciła. Klapa opadła, a z ciemności szybko wysunęła się drabina która z hukiem spadła na podłogę.
- Jezu! Jakbym tu stała to by mnie to zabiło!
- Oj, nie stałaś więc nic nie mówiłam.- Mańka weszła na drabinę i zaczęła wychodzić na górę.- A tak po za tym, to sama się zdziwiłam. Nigdy tak szybko nie spadają. Zazwyczaj trzeba im pomóc.
- Tsa...Zamach na mnie i tyle.- wymamrotałam i zaczęłam wchodzić do góry za koleżanką. Kiedy zaświeciła światło znalazłam się w innym świecie. Strych na cały dom, pełen słodyczy, którą łamią elementy sportu ♥
- Oooo...- zamurowało mnie. nie wiedziałam co powiedzieć. Patrzyłam na to wszystko i dziwiłam się, że oni wychodzą z tego pomieszczenia. - E, w bardzo ciekawy sposób urządziliście to pomieszczenie...
Zawsze taka wygadana jestem, a jak widzę takie cuda to zapominam, że umiem mówić.
- Widzę, że jak na razie dużo nie będziesz mówić, więc od razu ci powiem, że jak będziesz chciała jakiś komiks, książkę, mangę, film, anime czy inne duperelce jakie tu znajdziesz pożyczyć, MÓW!
Spojrzałam na Mańkę i pokiwałam głową bez słowa. Po chwili na górę weszła Verona i Mateusz.
- Tyle wspomnień z tym pomieszczeniem..- Vera zaśmiała się i wzięła mnie pod ramię.- Tyle finałów Ligi oglądniętych, tyle radości i rozczarowań...
- Się rozmarzysz!- Mateusz poklepał dziewczynę po plecach.- Ja pamiętam moje pierwsze urodziny w naszym gronie. Prawie spaliliśmy dom!
- Jak to?- spojrzałam na wszystkich lekko oszołomiona.- Aż strach się bać was samych zostawić! No Verona, to takie biby robiłaś beze mnie?
- Ha. Trzeba było się ze mną szlajać po nocy, a nie biegać po przyjaciółkach i robić piżamę party.- Vera spojrzała na mnie lekko poirytowana. Spuściłam wzrok. Dlaczego teraz musiała mi to wypomnieć?
- To może...Napijmy się czegoś?!- Mateusz wziął mnie pod rękę i uśmiechnął się do pozostałych. Niemal bez głośnie wyszeptałam Dziękuję. Wszyscy powoli zeszliśmy na dół śmiejąc się z byle czego by tylko rozweselić atmosferę.
- No Verona, a ty kim byś chciała być w przyszłości?- Maria wyciągnęła z szafki szklanki i zaczęła nalewać Coli. Vera usiadła na ławie i zamyślona spojrzała w sufit.
- Myślę, że...nadawałabym się na piłkarza.- uśmiechnęła się i jak dziecko klasnęła w ręce.
- W sumie to nie jest głupie. Są ligi damskie w których pewnie byłabyś gwiazdą.- Mateusz uśmiechnął się.
- Damskie? Jakie damskie? Chcę grac z facetami!
- CO?- o mało nie wyplułam coli.- O tym nawet nikt nie gada...O tym nawet nikt nie myśli, nie śni. Nierealne!
- Dla ciebie nie, dla mnie tak.
- Oj weź.- Mateusz spojrzał na nią przerażony ( że się nie uśmiecha! o,O )- Zaraz pewnie będziesz nam mówić, że Iron Man wcale nie jest wymyślony...
- Bo nie jest...
- I specjalnie rzucasz się pod samochody bo wierzysz, że cię uratuje.- zamilkł, po czym cicho dodał.- A myślałem , że to ja jestem walnięty...
- Tak, już widzę twoją przyszłość z plantacją kisielu.- Verona przewróciła oczami i wyciągnęła z kieszeni komórkę. Spojrzała na ekran.- O! Rodzice boją się o córkę.- Westchnęła głęboko.- Przecież wiedzą gdzie jestem.
- E!-machnęłam ręką.-To normalka. Nawet jeśli u babci będziesz to i tak będą wydzwaniać.
- Do nas jakoś nie dzwonią.- Mańka spojrzała na mnie, a potem na brata.
- Pewnie dlatego, że są przyzwyczajeni do tego, że łazimy w dziwne miejsca.- Mateusz zaśmiał się.
- Wasz dom przecież nie jest dziwnym miejscem...- Vera spojrzała lekko zdziwiona na Matiego, który wzruszył ramionami.
- W twoich oczach nie. Kto powiedział o rodzicach.
- Ta, pewnie myślą, że jestem w domu morderców i zaraz dostaną paczkę w której będzie moja głowa.- Vera uśmiechnęła się kącikiem ust.- Ja już pójdę.
- Ou.- Mańka zrobiła smutną minkę.- Mieliśmy jeszcze mecze pooglądać.
- Nie dzisiaj.- Verona uśmiechnęła się. Mateusz odprowadził dziewczynę do drzwi, a w między czasie ja razem z Marią poszłyśmy do pokoju i włączyłyśmy telewizor.
- Co się dzieje?- spytał Mateusz wchodząc do pokoju.
- Ale co? Do kogo to pytanie?- spojrzałam na niego lekko zdziwiona.
- No jak to do kogo? Do ciebie!
- Eeee...Szczerze powiedziawszy to sama nie wiem. Chodzi o to, że w kiedyś jak pewnie wiedzie z nami chodziła taka Marta. Owinęła sobie mnie wokół palca. Vera i Marta się nie cierpiały, a ta blondyna była taką szmatą, że zrobiła to wszystko po to, żeby zrobić Veronie na złość. Przy okazji ja na tym ucierpiałam, ale mimo to nadal miałam zamydlone oczy. I za to jest Vera ciągle jest zła na mnie.- westchnęłam.- Vera okazała się prawdziwą przyjaciółką.
- Ou. Każdy popełnia jakieś błędy. A błędy mają to do siebie, że i ranią, i uczą.- Mańka uśmiechnęła się ciepło.- Verona nie potrafi się długo gniewać. W końcu jej przejdzie.
I to były słowa które przez kolejne tygodnie rutyny obijały się w mojej głowie. Mijały tygodnie, w końcu miesiące i tak zawitała do nas wiosna, a Vera ciągle żywiła do mnie tą samą urazę. Może nie była już tak silna, ale wypominała mi to nawet samym spojrzeniem.

Przykleiłyśmy się do szyby sklepu z butami. Przed naszymi oczami prezentowała się nowa kolekcja butów. Były takie wspaniałe.
- Spój na te szpilki!- wykrzyczałam.- Dumnie by się prezentowały na moich nogach.
- OH! Ja też takie muszę mieć!- Verona zaczęła szybko oddychać i udawać że mdleje.- Tato, kup mi to wszystko. Przecież cię stać.- zaśmiała się głośno, a potem spojrzała na mnie wymownie.

Marta przeniosła się do szkoły dla dziewcząt. Niestety mimo to i tak widzimy się na co dzień. Przecież to moja sąsiadka. Mańka znowu zaczęła udawać kujona, a Mateusz nic się nie zmienił. Ja błądzę po swoich myślach, których powoli zaczyna ubywać i tak dążę do pustki. Będę chodzić jak lalka z pustymi oczami i nie będzie mnie nic obchodziło. Ja tak nie chcę. Moi rodzice zaczynają planować wspólne wakacje. Nie mogą mi tego zrobić, nie teraz kiedy każdy dzień zbliża mnie do Hiszpanii. Czasami przed snem wyobrażam sobie jak z Veroną biegami po ulicach i śmiejemy się z byle czego, zapominamy o tym co było, nie myślimy o tym co będzie tylko żyjemy tym co jest teraz. Wyobrażam sobie ten dzień kiedy uśmiechnie się do mnie, teraz jest taka smutna. Świat się na nowo rodzi, ale my umieramy. Nasze szczęście zanika, a my razem z nim. Potrzeba mi rozmowy z nią. Tak jak w kiedyś, przy herbacie w gronie moich wielkich pluszaków. Przydadzą mi się te jej zbędne komentarze do moich problemów. Zawsze wywoływały u mnie uśmiech. Zazdrościłam jej, że nie przejmuje się niczym, ale teraz się to zmieniło. 
Szykuje się długa rozmowa. Na poważnie.

~~~~
JEST! Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale nauka zrobiła  z mojego mózgu kisiel i wgl nie miałam weny. Mam nadzieję, że tego nie widać. Ha Ha.
Dziękuje, że czytanie.♥
Czekajcie na kolejne.


czwartek, 4 kwietnia 2013

Dobry!
Na samym początku przepraszam, że nic nie dodaję, ale nie oszukujmy się, przed świętami sporo nauki i jeszcze brak netu, teraz święta i urwanie głowy, niestety nie wiem czy po powrocie do szkoły nie będzie harówki, ale zapowiada się na kolejne walenie ocen. ._.
Niestety jestem zmusza was powiadomić, że przez najbliższy czas nie pojawi się nic na blogu i przeprosić was za to.
Jeśli chodzi o wasze blogi to zrobiłam zakładkę "Info" tam możecie mnie informować o nowych postach i blogach jakie prowadzicie.
Po powrocie nadrobię zaległości z pisaniem i czytaniem waszych blogów.:D

Chcę wasz też zaprosić na moje nowe opowiadanie, które jest już od dłuższego czasu, ale się nie pochwaliłam: http://secretumdescripta.blogspot.com/

Pozdrawiam.

czwartek, 14 marca 2013

Bip! Bip!
Słyszałam swój budzik. Dzwonił i dzwonił, przypominał mi o szkole, której już mam dość. Wygramoliłam się z łóżka z myślą o tym, że mam szkołę i zeszłam na dół. Odgrzewałam sobie mleko na płatki kiedy mam weszła do kuchni i spojrzała na mnie zdziwiona.
- To ty jeszcze nie śpisz?
- Czemu miałabym spać?- ziewnęłam i rozciągnęłam się. Nagle sobie uświadomiłam, że mam ferie. Westchnęłam głęboko i walnęłam się w czoło.- Słyszałam swój budzik. Zaczynam wariować.
- Widzę, że nie możesz żyć bez szkoły.- mama zażartowała i napiła się kawy.- Dzisiaj wrócę późno, tata pewnie też. Nie szalej i bądź grzeczna.
- Zazwyczaj jestem.- uśmiechnęłam się. Mama dała mi całusa i wyszła. Tak więc miałam cały dom do swojej dyspozycji. Zazwyczaj w filmach w takiej chwili osoby zaczynają latać po domu jak debile, włączają głośno muzykę, skaczą po łóżkach wżerając chipsy, które wysypują się z paczki. Ja tak nie robię. W sumie nigdy nie robiłam. Włączyłam telewizje i weszłam na neta, ale szybko mi się to znudziło. Wyjrzałam przez okno. Promienie słońca odbijały się od śniegu, niebo było bez chmurne, a dzień be wietrzny. Idealna pogoda na poranny spacer. Ubrałam się i wyszłam. Na zewnątrz nikogo nie było. Za pewne część pojechała do pracy a inny jeszcze śpią. W sumie nie wiem co mnie wzięło na poranny spacer. Znając mnie pewnie poszłabym jeszcze leżeć i siedziałabym z chipsami i oglądała nudne seriale. Czemu, więc tego nie zrobiłam?
Weszłam do sklepu, kupiłam ciastka i usiadłam na ławce koło parku. Cisza zaczęła mnie dobijać.
- Hej.- spojrzałam szybko w stronę głosu i zobaczyłam Mateusza. 
- O cześć.- uśmiechnęłam się zlana rumieńcami.- Co ty robisz?
- Em ja nic.- chłopak zaśmiał się.- Co tak wcześnie szlajasz się po polu?
- Sama nie wiem.- podrapałam się po głowie.- Wstałam bardzo wcześnie myśląc że szkoła jest, a potem zaczęło mi się nudzić i wyszłam...
Mateusz zaśmiał się głośno i osiadł obok mnie. Zacisnęłam usta w linijkę powstrzymując się od wybuchu paniki, ale to chyba pogorszyło sprawę. Czułam jak na twarzy robi mi się gorą, ręce zacisnęłam w pięści, a nogi nie mogły pozostać w miejscu i wierciły się jakbym miała potrzebę.
- Czy wszystko w porządku?- chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
- E-ee...Bo ja jestem nieśmiała i jeszcze chłopak koło mnie tak o nie usiadł i nie gadał. No wiesz...Jestem nieśmiała...
- O. Troszkę dziwnie, ale no cóż, ja jestem walnięty.- chłopak zaśmiał się.- Nieśmiałość to u ciebie atut. Tak słodkie stworzenie powinno być nieśmiałe.
- Oj przestań!- uderzyłam go w ramię.- Nie słodź tak. Jeszcze trochę i sobie pójdę. A tak poza tym wydawałeś się troszeczkę inny...
- Widziałaś mnie raz, a tak po za tym przy siostrze siedzę cicho. W sumie kto by mnie tam słuchał.
- W sumie to ja, ale jeśli się rozgadam to ty musisz mnie.- uśmiechnęłam się szeroko.
- No na reszcie szczery uśmiech.- chłopak spojrzał na mnie.- Uśmiechaj się częściej, dodaje ci uroku.
- Yh.. Nie wiem ilu to mówiłeś, ale na mnie to nie działa.- z obrażoną miną wstałam z ławki i zaczęłam iść w stronę domu.
- Ale poczekaj!- chłopak pobiegł za mną. Obróciłam się w jego stronę.- To może jak już ci się tak nudzi, że chodzić bardzo wcześnie po polu to pójdziemy na sanki?
- Nie mam czasu.- rzuciłam i zaczęłam iść ten mnie jednak złapał za ramie u uśmiechnął się.
- Nie udawaj nagle takiej dorosłej.-Mateusz uśmiechnął się kącikiem ust.- Już mnie i tak poznałaś a ode mnie trudno się uwolnić.
Spojrzałam na niego lekko zdziwiona. Ten chłopak zaczął mnie powoli przerażać, zaczęłam myśleć, że może mnie prześladować! Jednak miał coś w sobie co sprawiało, że go w głębi duszy lubiłam i chciałam dalej poznawać. Był taki inny, tajemniczy i zwariowany. I taki przystojny...
- Wiesz co.- zaczęłam po dłuższej chwili ciszy.- Mogę z pójść z tobą, ale pod warunkiem, że wrócę cała do domu.
- No oczywiście, że wrócisz!- Mateusz ucieszył się i za rękę pociągnął mnie za sobą.- Jak ja dawno z nikim nie byłem na sankach.
- Dziwisz się...- wymamrotałam biegnąć za chłopakiem.
Ku mojemu zaskoczeniu mimo tak wczesnej pory na górkach były już osoby, które dobrze się bawiły zjeżdżając z gigantycznej górki. Ich śmiech i radość sprawił, że też bardzo chciałam zjechać. Był jednak problem bo nie było na czym.
- Chodźmy na tą górkę pokrytą lodem. Widzisz jak dzieciaki szybko zjeżdżają!
- Nie mamy na czym zjeżdżać.- powiedziałam patrząc w stronę górki. Dzieciaki piszczały kiedy szybko zjeżdżały w dół. Najbardziej przerażająca była mała skocznia tuz obok toru.  Niby mała, a umiała nieźle wyrzucić w powietrze.
- No idziesz?- Mateusz spojrzał na mnie.- Jakiś bachor nam da sanki.
Kiwnęłam głową i pomaszerowałam za chłopakiem. Na górkach było bardzo ślisko i bałam się że zaraz na dupie zjadę. To by było upokarzające przed takim chłopakiem! Ale w sumie poznałam go trochę i raczej zjechał by za mną ciesząc się jak dziecko.
Od kiedy przejmuję się chłopakami. Lubie go...
- Ej mały, dasz sanki?- Mateusz podszedł do chłopca z drewnianymi sankami. Dziecko spojrzało na niego przerażone, ale kiedy chłopak się uśmiechnął dziecko podało mu sznurek i Mateusz przyciągnął sanki.- Było prostsze niż myślałem! Zjeżdżamy razem czy osobno?
- Chyba osobno.- powiedziałam oblewając się rumieńcami. Głupia, weź się w garść! .
- No dobra.- chłopak westchnął.- Ale ty pierwsza.
- Nie, nie...
- Panie przodem.
- To ty trzymasz sznurek.- upierałam się nadal.Mateusz dał mi sznurek.
- Teraz trzymamy oboje.
- O nie.. Nie będę z tobą zjeżdżać.- zrobiłam obrażoną minę i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Oj..No weź. Dziecko się już stresuje, że nie ma sanek. Nie gryzę. Wiem, że chcesz.
Tak, bardzo chciałam przez chwilę poczuć się dzieckiem. Przy Mateuszu było to możliwe. Z dziewczynami byłoby trudniej ponieważ nie ciągnie ich do zabaw. Ja jednak jestem jaka jestem i mimo iż mam 17 lat nadal w głębi mam dziecko które czasem musi się pobawić. Spojrzałam na sanki, a potem na Matiego który patrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
- No dobra.- usiadłam na sankach.- wsiadaj za mną!
- Już, już!- chłopak ucieszył się i usiadł za mną i objął mnie w pasie. To było takie przyjemne czuć jak jego ciepło ogrzewa mnie...Ocknij się!- No, no! Jedziemy!
Odepchnęłam się nogami i sanki zaczęły jechać. Szybko nabraliśmy szybkość, a po pierwszym małym wyboju straciłam panowanie nad sankami. Zaczęłam piszczeć i wtuliłam się w Mateusza, który próbował zapanować nad sankami, ale nic to nie dało. Nie fartem wjechaliśmy na skocznię i wylecieliśmy w powietrze. Przez moment czułam się jakbym latała, słońce zbliżało się do mnie szybko, a potem gwałtownie się oddaliło i spadłam na plecy. Bolało. Usiadłam na obolałym tyłku i zaczęłam się śmiać. To wszystko było takie fajne! Mimo iż przez chwilę się bałam i krzyczałam, ale to było fajne! Mateusz leżał przykryty sankami i też się śmiał.
- Jeszcze raz?- spytałam pomagając koledze podnieść się.
- A dasz radę?- chłopak strzepał z siebie śnieg, a potem zaczął oglądać sanki.- Uff...nic im nie jest. No i co..- spojrzał na mnie.- Nie było tak źle, co?
- Przecież nie płaczę!  Chyba, że ze śmiechu.- zaśmiałam się.- Chodźmy oddać sanki i wyprośmy inne.
Ruszyliśmy pod górę gdy zobaczyłam, że macha do nas Mańka. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się trochę dziwnie. Może dlatego, że widziała jak dobrze bawię się z jej bratem. Spojrzałam na chłopaka, wyglądał na trochę zaniepokojonego.
- No, no.- Mańka skrzyżowała ręce na piersi i uśmiechnęła się kącikiem ust.- Widzę, że się dobrze bawicie. Nie sądziłam, że wasza znajomość tak szybko rozkwitnie.
- Oj przestań Maria.- Mateusz wymamrotał i oddał chłopcu sanki, który był już zdenerwowany czekaniem na swój mały pojazd.
- Ja mam przestać? Już zbyt wieloma rzeczami się z tobą dzielę...
- Alicja to nie rzecz.- Mateusz uśmiechnął się. To było takie urocze.
- Nie dałeś mi dokończyć.
Patrzyłam się jak rodzeństwo wymienia się tekstami. Nie sądziłam, że się nie lubią.
Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i zadzwoniłam do Verony. Po jej głosie wywnioskowałam, że była trochę nie zadowolona z tego iż ją obudziłam.
- Rusz dupę i przyjdź.- powiedziałam do słuchawki.
- Sportowcy muszą spać.- Vera wymamrotała.- No dobre! Zaraz będę.
- Z kim flirtujesz?- zobaczyłam na sobie złe spojrzenie Mańki. Spojrzałam na nią zdziwiona nie wiedząc co odpowiedzieć. Dziewczyna zaśmiałam się i klepnęła mnie po ramieniu.- Będzie Vera?
- No tak, tak.- pokiwałam energicznie głową.- Już przestaliście się kłócić?
- Oj!- Mateusz zaśmiał się.- Ty jeszcze nas kłócących się nie wiedziałaś.
- Na pewno rzucacie się krzesłami.- zaśmiałam się.- To było głupie.
- No.- odparła Mańka z poważną miną.- Chodźmy się przejść!
- Jak? Zaraz przecie ma przyjść Verona.
- To pójdziemy w stronę jej domu. Po drodze powinniśmy ją spotkać.- to powiedziawszy Mańka ruszyła, a ja razem z jej bratem za nią podreptaliśmy. 
Dziewczyna miała racje i już po chwili widzieliśmy Veronę, która ze spuszczoną głową szła w naszą stronę.
- Na skazanie przyszłaś?- Mateusz spytał się jej żartobliwie.
- Jeszcze śpię.- powiedziała i ziewnęła.- Co wy robicie?
- Oni zjeżdżali na sankach, a ja...em. W sumie to nic.- Mańka westchnęła i kopnęła kulkę śniegu.- Jebana zima. Nie lubię jej.
- A ja nawet lubię.- Vera ponownie ziewnęła.- Chodźmy na boisko.
- Ty żyjesz tylko piłką?
Dziewczyna w odpowiedzi pokiwała głową.
- W sumie to niezły pomysł.- zaczął Mateusz.- Może być ciekawie, a zwłaszcza jeśli na boisku jest lodowisko.
- No to, chodźmy!- Mańka krzyknęła i wszyscy zaczęliśmy biec w stronę boiska. Na szczęście nie było nikogo, więc mieliśmy całe boisko do dyspozycji. Wbiegliśmy na nie, ale to był błąd. W jednym momencie wszyscy spadliśmy na tyłki.
- O JEZU!- Vera chwyciła się za tyłek.- Jaki lód, jaki lód!
- Musimy zagrać.- Mateusz zaśmiał się i wstał trudno utrzymując równowagę.- Macie piłkę?
- O ile mi wiadomo..- Verona podniosła się i strzepała z siebie śnieg.- Zawsze jakaś jest pod ławką.
Jak na łyżwach, poślizgałam do ławki i wyciągnęłam piłkę spod ławki ( Jaki rym.o.o). Rzuciłam piłkę do Mańki, która ścisnęła ją i stwierdziła, że da się nią grać.
- Dobra.- Verona zaczęła i wszyscy ustawili się naprzeciwko niej.- Jest na czworo więc robimy drużyny 2 osobowe. Rodzeństwo idzie na mnie i Alcię.
- Dlaczego musimy być razem?- Mateusz spojrzał na siostrę nie chętnie.
- Masz dobrego bramkarza!- Vera wskazała na Mańkę, a potem na mnie.- My z Alicją na bramce jak w balecie.
Chłopak zastanowił się chwilę.
- No dobra.
- A więc..- Verona położyła piłkę na środku boiska.- Zaczynamy tańce na lodzie.
Już pierwsza akcja zakończyła się glebą. Kiedy Verona była przy bramce przeciwnika Mateusz chciał ją zaatakować, ale nie wyhamował i wpadł na dziewczynę.
- To faul!- Verona krzyknęła podnosząc się.
- Ej nie no.- Mańka zaśmiała się.- Grajmy bez faulów. To nie ma sensu inaczej.
- No dobra!- Verona jęknęła i złapała się za plecy.
Potem ja zaliczyłam glebę na bramce. Nawet się z miejsca nie ruszyłam, a moje nogi zatańczyły i padłam na twarz. Skutkiem była bramka, oczywiście stracona. Na szczęście Mańka też na bramce nie była orłem jak zawsze i często nam pokazywała jej zdolności akrobatyczne a to pełne szpagaty. Mateusza przyciągała siatka na którą cały czas wlatywał nie mogąc się zatrzymać. Verona zamiast biegać próbowała się ślizgać jak na łyżwach, ale też to nie pomagało i można by jej naliczyć sporo gleb.
- Nie wiem jak wy, ale ja mam dosyć.- Verona leżała na środku boisko z zamkniętymi oczami.- Znowu dostanę opieprz w domu za siniaki.
- A ja?- masowałam swój obity nos.- Ty na mordę nie spadłaś.
- Wiecie co?- Mańka spojrzała na nas.- Chodźmy do mnie i Matiego. Wypijemy coś ciepłego i pooglądamy skróty meczów.
Wszystkim ta myśl się spodobała. Ruszyliśmy więc do domu rodzeństwa.

__________________________________________

Em...JEST! Trochę romantycznie na początku. Ha Ha.:D
Ostatnio zauważyłam, że mój blog jest mało piłkarski chociaż powinien. Przepraszam, ale jeszcze nie będzie. Musze rozkręci to opowiadanie a stanie się to za niedługo.♥



niedziela, 10 lutego 2013

Rodzice byli trochę niezadowoleni, że wróciłam tak późno do domu, ale nie robili fochów bo wiedzieli, że byłam u Very. Tata jedynie mówił, że mogłam po niego zadzwonić. Przecież Włoska mafia mogła mnie porwać.
W szkole było dosyć przyjaźnie. Nie było Marty. Na długiej przerwie poszłam na stołówkę i usiadłam w rogu. Po chwili dołączyła się do mnie Vera.
- I jak?- zaczęła opierając się jedną ręką o stół.- Doszłaś wczoraj do domu?
- Tak.- westchnęłam uśmiechając się.- Co wy się tak o mnie martwicie?
- Bez ciebie to nie to samo.- Vera zaśmiała się i usiadła obok mnie.- No jak tam po meczu? Czyż Barca nie jest cudowna?
- No jest jest.- pokiwałam głową.- Ale...
- Co  Ale?!- Verona sie przeraziła. Patrzyła na mnie z tą przerażoną miną, a ja nie wiedziałam co mam teraz powiedzieć, ale wzięłam głęboki wdech i wzięłam się w garść. Ona się przecież z tym pogodzi, nie?
- Wole Real.
Vera spojrzała na mnie wielkimi oczami i opadła na krzesło. Wyglądała tak jakby się dowiedziała, że ktoś bliski jej umarł.
- No ja...ja..no ten.- zaczęłam lekko zakłopotana, ale koleżanka uciszyła mnie podnosząc rękę.
- No dobrze. Nie mam ci nic na złe, ale ja myślałam, że jednak będę mieć kolejnego Cule przy sobie.- Vera spojrzała na mnie robiąc z ust cienka linię. Chyba była zawiedziona.- ALE!- wstała gwałtownie.- Mam szacun dla Realu i jest niezły, więc jest w plus tego że mu kibicujesz. No i sa fajni piłkarze to drugi...No i tak jeszcze parę plusów.
- Czyli nie jesteś zła?
- Czemu mam być zła?- przyjaciółka spojrzała na mnie zdziwiona.- Nie należę do tych co jak już lubią Barcę to hejtują inne kluby i innych piłkarzy.
- To dobrze..
- Dobrze, dobrze. I ty też ma być taka. Jak usłyszę jakieś hejterskie słowo o Barcy czy kimś tam innym to...to poznasz moje zło!
- Nie no, padam.- nagle za Verą pojawiła się Mańka. Przyjaciółka obróciła się w jej stronę i rzuciła jej groźne spojrzenie.- No co? Jakby mi tak ktoś pogroził to bym po nocach nie spała.
- Dobra, dobra...- Vera powiedziała szybko i spojrzała na mnie.- A jak tam z Martą? Wiesz wreszcie co jej odwala?
- Gówno mnie to obchodzi.- skrzyżowałam ręce na piersi i wykrzywiłam się.
- Przestałyście jej służyć i się...fochnęła.- Mania usiadła obok nas.- Nie ma się co przejmować. Straszyć umie, ale działaś już nie. A nawet jeśli ruszy mózgiem, o ile go ma, to masz nas!
- Jesteście kochane.- powiedziałam i przytuliłam przyjaciółki.
Kolejne tygodnie zlatywały również przyjemnie i nadzwyczaj szybko. Zaliczyłam kilka dobrych oceni meczów Realu, a z Verą i Mańką jeszcze bardziej się do siebie zbliżyłyśmy. W sumie były momenty kiedy kompletnie zapominałam o Marcie, ale kiedy już o niej myślałam to zastanawiam się gdzie zniknęła.
Za niedługo mamy mieć ferie każdy  opowiada o swoich planach.
- Ja w sumie jeszcze nie wiem jak będzie.- Vera podrapała się po głowie.- Chyba zostanę w domu. Chociaż raz ferie spędzić u siebie. Ha Ha.
- Ja też. Tutaj tez są górki by zjeżdżać. Pewnie z bratem będziemy biegać i straszyć ludzi.- Mańka zaśmiała się. Zaczęłam się sama zastanawiać co ja będę robić w ferie, ale nie wiem czy to ma sens. Zawsze człowiek ma wielkie plany, ale i tak nic z nich nie zrobi. Jednak teraz może być ciekawie. Vera zostaje w domu i jeszcze Mania która zawsze wprowadzi coś pozytywnego. No i Mateusz. Jejciu on jest taki uroczy, że no ja nie mogę! Głupia ja.
- Ej, Alcia coś się tak rozmarzyła,hę?- Maria szturchnęła mnie.
- A nic, nic. Myślałam nad feriami. W sumie to...
- No?- Vera spojrzała na mnie.
- No fajnie będzie nie?- uśmiechnęłam się, a przyjaciółki spojrzały na siebie.
- No, inaczej być nie może.- Verona położyła rękę na biodro i spojrzała na zegarek.- Ja muszę już iść. Obiecałam tacie, że pojadę z nim na halę. Pa!
Pożegnałyśmy się z przyjaciółką. Chyba już wspominałam, że Vera ma cudnych rodziców.
Stałyśmy z Mańką na środku placu i patrzyłyśmy przed siebie.
- Znowu same.- koleżanka powiedziała i westchnęła. Przytaknęłam i spojrzałam na swoje buty. Nie wiem dlaczego, ale przy Mańce czułam się trochę niepewnie. Nie! Wstyd mi było. Wstyd, że w kiedyś uważałam ją za stworzenie siejące zło i grozę na prawo i lewo. Za dziwaka! I pomyśleć, że to wszystko w moich słodkich myślach!
Szlajałyśmy się między blokami i Maria opowiadała mi o swoim życiu. Za tym wyglądem buntowniczki kryje się delikatna osoba.
- Rodzice chcą ze mnie zrobić idealną córkę bo z bratem im się nie udało.- Mańka zaśmiała się drwiąco.- Ale z takim naciskiem jaki na mnie wywołują nic nie wskórają. Nie zmienią mnie. Nie wiem co oni jeszcze chcą.
- Ja sama mam problemy w domu, więc nie pomogę ci. U mnie za to nie interesują się mną, ale ostatnio coś zaczęli.- westchnęłam.- Nigdy nie czułam się tak samotnie kiedy oni nie zwracali na mnie uwagi.
- Ale poprawiło się, nie? U mnie cały czas tak samo. Mogli choćby raz przystopować. Rozumiem, że chcą jak najlepiej, ale bycie lekarzem to akurat nie jest moje marzenie.
- A co jest?- spojrzałam pytająco na nią.
- Rysować mangę! Musze ci to powiedzieć!- Mańka złapała mnie za ramiona i spojrzała mi w oczy.- Zawsze chciałam wyglądać jak ty. Ty jesteś taka...taka Azjatycka! Zawsze chciałam się z tobą kolegować, ale ty mnie nie widziałaś nigdy. Ale i tak byłaś moją inspiracją!
Patrzyłam na Marię zszokowana. Nie mogłam uwierzyć w to co teraz usłyszałam. Zawsze uważałam się za obiektem kmin i wyśmiewania a tutaj jestem czyjąś inspiracją i ktoś chce być jak ja. W sumie to się trochę wzruszyłam.;___;
- Wbiłaś mnie tym w mur.
- Oj przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać!
-Ale nie no. To jest takie....fajne. Miło tak na sercu.- uśmiechnęłam się lekko i podrapał po tyle głowy.- Żałuję, że cię omijałam bo okazałaś się fajna.
Mańka uśmiechnęła się szeroko i rzuciła się w moje ramiona. To była bardzo dziwaczna sytuacja ale przytuliłam się do niej z uśmiechem. Tak miło było czuć kogoś ciepło.
- Wiesz co. Trochę mnie zaskoczyłaś.- uśmiechnęłam się.- Nigdy mi tak nikt nie powiedział no i wiesz..
- Rozumiem, rozumiem. W sumie ja się dziwię, że ty z krzykiem nie uciekłaś. Taki debil ze mnie.- Mańka pacnęła się w czoło i przewróciła oczami.- No, ale cóż. Powiedziałam ci prawdę i jest mi lżej.
- To dobrze, że nie dusiłaś tego w sobie.- poklepałam przyjaciółkę po ramieniu. W jej kieszeni zaczęła wibrować komórka.
- Pewnie mama.- Mańka westchnęła i wyciągnęła sprzęt.- Nie myliłam się.
Dziewczyna zaczęła rozmawiać przez telefon a ja zaczęłam się rozglądać za jakimś sklepem. Szczerze to byłam głodna.  
- Ja idę..- szepnęłam i wskazałam palcem na sklep, a Mańka machnęła pokazując żebym poszła. Biegiem wpadłam do sklepu i rzuciłam się na stoisko z chrupkami. Wybrałam chrupki czekoladowe ( MNIAM!) i poszłam do kasy. Moją uwagę zwróciło stoisko z gazetami. Podeszłam powoli szukając czegoś ciekawego.
BRAVO, Twiist kusiły sobą. Przeglądałam gazety i czytałam ukradkiem co się dzieje u gwiazd, ale w moje ręce wpadła gazeta sportowa. Kiedy otworzyłam ją przeniosłam się w kompletnie inny świat. Wszystko co tutaj było wydawało mi się ciekawe i...nie głupie. W sumie to już miałam dosyć czytać kto z kim kogo zdradził, albo której gwieździe było widać majtki! AH! Wzięłam pod pachę gazetę i poszłam zapłacić. Maria czekała już na mnie przed drzwiami.
- Moja mama zaraz po mnie przyjedzie. Jak chcesz możesz jechać z nami.
- Nie mam wyboru. Sama nie będę miała nic do roboty.
- Pokaż co masz?- Mańka zabrała mi gazetę i zaczęła przeglądać.- Jezu, ja już wiem o tym wszystkim od dawna. Internet jest szybszy...Ja te gazety kupuję dla plakatów, a i tak mam ich pełno.
- Potem będziesz liczyć ile zmarszczek komu przybyło.- uśmiechnęłam się i wzięłam chrupkę do ust.
- No no.- Mańka pociągnęła mnie za policzek.- I ty będziesz razem ze mną.
- No ba. Musze ściągnąć parę plakatów z moich ścian i znaleźć miejsce na Real.
- Ale nie wszystkie. Te cioty z zespołów możesz, ale te słodkie mangowe oczka nie.
- Jakie cioty?!- pacnęłam koleżankę w głowę i zrobiłam obrażoną minę.- A już miałam ci dać moje plakaty...
- Oj tak, tak! Wpadnę do ciebie i zrobimy selekcje.- zatrzymałyśmy się na placu i Mańka wskazała palcem samochód.- Moja mama. Chodź!
Przegnałam się z mamą koleżanki i z Marią i wyszłam z samochodu. Machałam aż auto zniknęło i poszłam do  domu. 
- Wróciłam.- powiedziałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Pewnie znowu w pracy siedzą. Usiadłam przed komputerem i zaczęłam przeglądać internet. Postanowiłam sobie poczytać trochę o klubie któremu kibicuję. Jutro będę mogła się pochwalić wiedzą, haha, wreszcie będę wiedzieć o czym tak dziewczyny między sobą gadają. To było takie urocze, coś już w sumie wiedziałam.
Spędziłam tak dobre pół nocy! Mama w końcu wyłączyła internet i kazała mi iść spać. Przecież jutro do szkoły!

- Xavi ma dziewczynę!- Verą ścisnęła mocno pięści.- To takie...okropne!
- Łamacz serc działa.- Mańka westchnęła.- W sumie od dawna ma, ale..No dobra. Ludzie się zakochują, no, Xavi też człowiek.
- Ale ona jest ode mnie ładniejsza! Ona jest od wszystkich ładniejsza. Nie jest taka plastikowa!
- Ho ho! To chyba dobrze prawda? Powinnaś się cieszyć jego szczęściem, nie?
- Yfff.- Vera skrzywiła się.- Masz rację, ale to i tak jest okropne.
- Oj kobito, ty sobie nie zdajesz sprawy ile ty serc złamiesz jak sobie znajdziesz tego jedynego. Teraz masz okazje poczuć się jak ci wszyscy faceci w przyszłości.- Mańka pokazała palcem na całą salę, a potem skrzyżowała ręce na piersi.- Życie. Ciesz się, że w ogóle wie, że istniejesz. Tak jak inni! I teraz to ja ci zazdroszczę!
- To ty widziałaś ich?- spojrzałam na koleżankę z wielkimi oczami.
- No ba. Na meczach byłam, gadał z nimi...Zajebiście nie?- Vera uśmiechnęła się szeroko.- Czuję się teraz jak Boss.
Spojrzałyśmy z Mańką na nią srogim wzrokiem.
- Ej dziewczyny.- Vera uniosła ręce do góry.- Jak pojedziecie ze mną w wakacje do Hiszpanii to może wam też się fartnie.
- A będziemy w Madrycie?- spytałam z uśmiechem
- No oczywiście! Cały tydzień, a może i dłużej!- Vera uśmiechnęła się.- A co jedziesz?
- Nie wiem jak rodzice. W sumie za wcześnie na takie gadanie.
- W sumie też racja, ale bądź grzeczna, dobrze się ucz, a na pewno cię puszczą. Nasi rodzice mają spoko kontakty!
- I teraz cały dzień będę myśleć o wyjeździe!- spojrzałam na przyjaciółkę z wyrzutem.

__________________________________

Jest, jest.
Podoba wam się czy nie??

Zapraszam na więcej.^^


czwartek, 31 stycznia 2013

Ogarnęła mnie rozpacz. Chciałam szybko znaleźć jakiś kont i tam się wypłakać. Byłam już tym wszystkim zmęczona i bolała mnie głowa. Stałyśmy naprzeciwko siebie z Veroną i patrzyłyśmy na siebie nieprzytomnie. Żadna nic nie mówiła. Powoli zaczęłam już maznąć. Nie czułam palców u rąk jak u stóp, a nos za pewne był już cały czerwony. Robiło się też już ciemno. W pewnym momencie Verona westchnęła i spuściła głowę.
- Przepraszam cię.- powiedziała unosząc głowę i patrząc mi w oczy.- Ponoszą mnie emocje. Jesteś częścią mnie i przechodzę przez to z tobą.
- Ale czy musiałaś na mnie tak naskakiwać?- spojrzałam na nią nie przyjaznym wzrokiem.- Jeśli co źle to idź! Nikt cię nie zatrzymuje!
Verona spojrzała na mnie lekko zszokowana. Na pewno nie spodziewała się takiego zachowania po mnie.
Westchnęłam głęboko i złapałam się za czoło.
- Wiesz co.. Nie przejmujmy się tym na razie. Jeszcze nic się nie stało takiego. Jakby coś to coś wymyślimy.
Zaczęłam się dziwić z własnych słów. Co musiało się stać, żebym wreszcie tak mówiła. Straciłam przyjaciółkę, a zyskałam wroga. Uroczo.♥
W domu nie byłam w najlepszym humorze. Z Veroną przegnałam się skinieniem głowy. Robi się naprawdę nie ciekawie...
W domu nie robiłam nic innego prócz oglądania telewizora. Czułam się jakbym była chora. Bolała mnie głowa, byłam zmęczona i miałam zmienny nastrój. Mama mówiła, żebym poszła spać, ale za każdym razem kiedy się kładłam zmęczenie znikało. Następnego dnia z jeszcze gorszym humorem poszłam do szkoły. Ku mojemu zdziwieniu wszystko było...normalnie. Nikt nie patrzył na mnie jak na idiotę czyli jeszcze jest wszystko w porządku. Lekcje przebiegły szybko. Parę kartkówek było, nowy temat i jak zwykle jakaś głupia akcja na lekcji matematyki.
- To dzisiaj wpadniesz do mnie na mecz?- Verona spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Jasne.- odpowiedziałam i ubrałam kurtkę.
- Jak będziesz chciała to możesz przyjść już po południu. Pogadamy i w ogóle.
Spojrzałam na przyjaciółkę i kiwnęłam głową na znak że się zgadzam. Nadal nie byłam w nastroju i nie miałam ochoty nawet rozmawiać z nią. Nie teraz... Później..może się rozkręcę. W domu nie chętnie odrobiłam lekcje i nie chętnie zjadłam obiad.
- Wszystko w porządku?- pytała co chwila mama, ale co mogłam odpowiedzieć?
- Tak...
Kiedy dochodziła 17 zaczęłam się ubierać do wyjścia. Wtedy pierwszy raz w dniu poczułam dreszcz emocji. Spędzanie czasu z koleżankami zawsze poprawiał mi humor. Może nie będziemy w tym samym gronie...ale będzie Vera i może Mańka. Będzie tez mecz, zacnej Barcelony jak to Vera mówi.
Szybko znalazłam się pod  domem Verony.  Można powiedzieć, że nawet tam biegłam. Drzwi otworzył mi jej tata. Sympatyczny, nie wysoki mężczyzna wpuścił mnie do środka. Ze schodów zbiegła Vera i rzuciła mi się w ramiona.
- Jesteś!
- Czemu miałabym nie być.- spojrzałam na przyjaciółkę lekko rozbawiona i powiesiłam kurtkę. Vera wzruszyła ramionami i zaśmiała się.
- Chodź do salonu. Mamy gości.- przyjaciółka pociągnęła mnie za sobą. W salonie siedziała Mańka, jakiś chłopak, mama Verony i...no jakbym mogła o nim nie wspomnieć kot Wacek.
- Widzę, że doborowe towarzystwo się zbiera.- tata Very wszedł do salonu z uśmiechem.- Jeszcze ktoś przyjdzie?
- Raczej nie.- Vera się zaśmiała.- No to. Chodźcie na górę bo na mecz jeszcze za wcześnie.
I cała młodzież poszła do pokoju Verony. Miała prześliczny pokój trzymany w odcieniach fioletu. Lubiłam tu przebywać, tutaj panowała taka miła i tajemnicza atmosfera.
- Dobra, dobra.- Mańka pociągnęła chłopaka za sobą.- To jest mój brat Mateusz.
- Jak uroczo. Wasze imiona zaczynają się na M!- Verona zaśmiała się, a chłopak oblał się rumieńcami.
- Tak, to jest Verona.- Mańka wskazała na przyjaciółkę, a potem spojrzała na mnie.- A to Alicja. Nasza...hmm...słodycz.
- Oj nie przesadzaj.- zachichotałam i zakryłam twarz. Chłopak był uroczy. Wysoki z promienną twarzą i miał takie piękne brązowe oczy...Ah. No nie, Alcia, nie zakochuj się!
- No Ala, dzisiaj ważny dzień w twoim życiu. Zobaczysz kosmos w telewizji.- Verona wzięła mnie pod ramie.- Mamy nadzieję, że spodoba ci się, musi ci się spodobać gra Barcy.
- Emm...- spojrzałam na wszystkich lekko rozkojarzona.- A co potem?
Verona westchnęła i pacnęła się w czoło.
- Nie rozumiesz powagi sytuacji kochana. Ale kto pyta nie błądzi. Potem zaliczymy numer Realu i...chyba tyle.
-Ok.- kiwnęłam głową.
Gadaliśmy o wszystkim, w pewnym momencie zeszliśmy na temat polityki i zaczęliśmy planować manifestacje.-.- 
- No wiecie, może jak zalegalizują marihuanę to pozwolą zakładać plantacja kisielu!- Mateusz widać wziął to na poważnie.
- Bracie.- zaczęła Mańka dosyć poważnie.- Co ty pierdolisz?
- No...- Mateusz nie wiedział jak odpowiedzieć.
- Widocznie sam nie wie co mówi.- Vera pokręciła głową.
- Ale to ma sens.- zaczęłam.- Zmodyfikujemy drzewa tak, że będą z nich wyrastać opakowania z kisielem.
- Oj ludzie. To ja chcę takie drzewa z kasą.- Mańka zaśmiała się głośno i napiła się soku pomarańczowego.- Ah mocne!
- Odwyk Mańka odwyk!- poklepałam dziewczynę po plecach.
- Kto to mówi! Plantacja kisielu...- Magda pokręciła głową.
A potem gadaliśmy już o meczu który się zbliżał. Powiem wam szczerze, że nie była w temacie. Ten uroczy chłopak chyba też.
- Lubisz anime?- spytał nieśmiało.
- Emm..tak.- odpowiedziałam i spojrzałam gdzieś w bok żeby nie widział moich rumieńców.
- Ja też.- powiedział, a ja przytaknęłam.
Po chwili słuchania rozmowy Very i Mańki z dołu usłyszeliśmy wrzask taty Verony.
- MEEEEEECZYK!
Niczym stado dzikich krów zbiegliśmy na dół i usiedliśmy wygodnie na kanapie. 
- Nareszcie, nareszcie...- Verona pisnęła uradowana.- Jak będzie mój..o Patrz, patrz Xavi!!
- To juz wiemy.- Tata powiedział lekko zirytowany.
- Tato.- przyjaciółka jęknęła.- Ale Alcia nie.
- Dobra, dobra. Są komentatorzy.
I wszyscy zaczęli oglądać. Szczerze to na początku nie wiedziałam co oni widzą w tym meczu. Kopanie piłki i latanie za nią, ale po pewnym czasie wciągnęło mnie to. Boże, ja tak nigdy nie będę grać. Ta wymiana piłki i współpraca oszałamiała i spokój z jaką grają. Po pewnym czasie wczułam się i serce drżało kiedy piłka znajdowała się blisko bramki. Ta piłka tak trzymała się przy nogach zawodników Barcy i leciała gdzie tylko chcieli. Kosmos. W drugiej połowie doczekaliśmy się gola ze strony Barcelony i w domu był istny szał radości. Córka z ojcem w ramiona sobie wpadli, matka skakała, a Mańka z bratem darli się. Co ja mogłam, też ukazałam swoją radość. Gra Barcy mnie oczarowała.
- Jezu ale zajebisty meczyk.- Verona opadła na kanapę kiedy sędzia gwizdnął na koniec meczu.
- Verona.- mama spojrzała na córkę srogim wzrokiem.- Nie przy gościach.
- Przepraszam...- Vera zakryła usta a potem spojrzała na mnie.- I co?
- No powiem ci, ze mnie oczarowali, ale...
- Co ale!?- przyjaciółka spojrzała na mnie zszokowana.
- A nic.
Potem oglądaliśmy mecz Realu. Nie no, on to mnie oczarował. Tacy przystojni piłkarze i ta ich gra, nie bawili się  z piłką, a atakowali. To było takie...takie urocze. 
- Ozil rządzi w Realu.- Verona wrzasnęła.
- On..HAHAHAHA. Ten paszczur?- Mańka spojrzała na Verę rozbawiona.
- Jaki paszczur?!- przyjaciółka trochę się zdenerwowała i zaczęła się kłócić z Mańką kto jest najfajniejszy z Realu, ale co mnie one. Mecz był fajniejszy. Oh...Verona chyba nie będzie zadowolona, że to Real zdobył moje serce.♥

_________________

Wymuliłam, przepraszam, że tak długo, ale ferie i nauka nie pozwalały pisać. Mam nadzieję, że wam się spodobał rozdział. Mogę już powiedzieć oficjalnie, że piłka nożna zaczyna witać w moim blogu i blog zaczyna być tym blogiem którym powinien, czyli z opowiadaniem piłkarskim.:3 
Zapraszam do kolejnych rozdziałów.